Arkadiusz Frania
Proste wiersze o prostych uczuciach

W połowie kwietnia 2009 r. na stoliki czytelnicze trafił zbiór tekstów poetyckich Joanny Szymańskiej (ur. 1974) "Przez okno wiersza", którym Wydawnictwo “E media” (jedna z nielicznych oficyn częstochowskich literackich poważnie, tj. profesjonalnie zajmujących się publikacją beletrystyki), uruchomiło serię “Biblioteka Debiutów”. Debiut więc może nie spóźniony, ale zaawansowany; debiut nie podlotka, ale kobiety już dojrzałej, po której należy oczekiwać zdecydowanego poglądu na świat, siebie, relacje damsko-męskie. Czytamy przecież: “dojrzała miłość smakuje inaczej / jest bardziej soczysta i śmiała” (s. 69).
Warto zasygnalizować pewne znaczące działanie chochlika korektorskiego w posłowiu Beaty Łukarskiej, gdzie autorka została ochrzczona nowym nazwiskiem-pseudonimem: “Szamańska”; jedna litera sprawia, iż skłonni będziemy doszukiwać się w prezentowanych wierszach sfer magicznych, czarnoksięskich. Ta dygresja, mimo iż wtrącona pół żartem, pół serio, sprawdza się poniekąd po lekturze całości: Joanna Szymańska jest na swój sposób szamanką prawdziwości, a tom staje się zbiorem prostych wierszy o prostych wartościach.
Moją ulubioną introdukcją wy-głosów krytycznoliterackich podczas analizy książki (zwłaszcza poetyckiej) jest zestawienie pierwszej i ostatniej frazy; i tym razem postąpię tak samo: “możesz zajrzeć do mnie / przez okno wiersza” (s. 7) – “ja sad tobie oddany / chcę byś oswajał mnie bardziej” (s. 69). Na konfrontacji zbuduję tezę: nieodzowny przy pisaniu wierszy ekshibicjonizm, tzn. nagość osobowości mówiącej, trwa tylko poprzez czyjeś oswajające oko, dotyk. Nie jest to prawda rewolucjonizująca teorię liryki, niemniej w przypadku omawianego tomu takie pozycjonowanie wyjętych i zacytowanych powyżej dwuwersów każe sądzić, iż układ tekstów został przemyślany. Osiągnięcie oczywistości zawsze poprzedza wytężona praca, czyli ad hoc to skutek labora; jak pisała Anna Kajtochowa w jednym z błysków poetyckich z tomu Świetliki. Wybór miniatur i epigramatów. 1983-2008, Kraków 2008, s. 15): “Najtrudniej / pojąć / oczywistość”.
Autorka nie kaprysi, nie marudzi, nie męczy “ja” czytelniczego, nie upaja się pierwszym drukowanym książkowo słowem: jest spokojna, ale namiętna w wyrażaniu zwłaszcza erotycznych westchnień; łagodna, ale zarazem stanowcza w przemycaniu światopoglądu. Poetka zastosowała wybieg asekurancki: “świerszcz wymyśla te wiersze / światem oczarowany” (s. 7); “wymyśla”, a więc buja, “oczarowany”, a więc zachwycony, czyli buja zachwycenie. Choć podmiot liryczny podkreśla, że ukazuje nam się w uchylonym oknie, największe sekrety zachowuje zawsze dla siebie. Jeżeli padł “zarzut” o niewinne kunktatorstwo, musi pojawić się białe pomówienie o kokieterię, która kamufluje wstyd z powodu własnej osobistej przezroczystości (kontrolowanej?); bohaterka zwraca się do czytelników:
“wiersze są
zbyt intymne
na interpretacje
staję nago
przed wami
krytycy niewrażliwi
na moje wdzięki” (s. 40).
Poetka chciałaby utrącić wnioski i komentarze, ale akt krytyczny (=odczytania) jest ponad wszelką wątpliwość spoczywaniem w tekstach; istnieje tylko jeden Mszał Bytu (Biblia), ale nie wolno nam zwątpić w nadejście dzieła “emo”.
Joanna Szymańska zdecydowanie wyznaje piękno rzeczywistości ożywionej: “raj zaczyna się za oknem / lub na parapecie / w owocach / kwiatach / lub zapachu mięty” (s. 8), tęcza to “bajeczny i słodki most / do dziecięcych marzeń” (s. 9); nawet pewna czupurność wypowiedzi nie osłabia afektacji światem, co widać w portrecie słonecznika, który “ze słońcem się mierzy / i spuścił łeb” (s. 10).
Podmiot liryczny nie walczy z losem, nie bluźni wyrokom dnia i – o czym później – nocy: zachłystuje się istnieniem, niczym Tuwimowy bohater z wierszy ***(Życie?) i Do krytyków, gdy wykrzykuje: “staję naprzeciw tego co może się zdarzyć / z szeroko otwartymi / rękoma” (s. 12). Gdzie indziej poetka zdobywa się na bardzo udaną próbę wyznania doszczętnie egzystencjalnego, oblepionego czarnymi plamami, szarówką, perspektywą rozstajów:
“piąta
trudno uwierzyć w autobus
ściska cisza krtań miasta
kochankowie śpią
przecznice niebezpiecznie ziewają
pustym gniazdem gwałtu
psy mniej czujne
wracam znikąd donikąd” (s. 19).
Przedmiotem rozważań Joanny Szymańskiej jest czas, jego upływ, stąd tyle szacunku czy pokory wobec starości i śmierci; dotykanie wysłużonych fotografii rodzi przekonanie, iż przemijanie nas wzbogaca; dorastamy do przeszłości, “dojrzewamy jak wino / do jutra” (s. 16). Heroina tej liryki lgnie do ludzi, ale chwile samotności uważa za równie wzbogacające wnętrze człowieka: “wspiąłem się na szczyty / samotności / i oswoiłem moje ja / niesamodzielne / stadną istotę” (s. 17). Czasownik “wspiąłem się” nie jest pojedynczym wyrazem wysiłkowym, określającym zmaganie się; jeszcze większą frekwencję posiada “wydobywanie się z”, na przykład: “wydobyłem się z ciebie / by ci powiedzieć / że z twoim kochaniem / zrośnięty jestem” (s. 17); zakończenie frazy przywołuje ciąg fragmentów o zespoleniu i rozerwaniu: “wracam wciąż wiernie / wszczepiona w ciebie / kochaniem” (s. 23) – “rozdwajają się dnie i noce / rozczepiają się marzenia / rozpierzchają się myśli ” (s. 31).
W tekstach Joanny Szymańskiej panuje ruch oraz zasada zachowania dobrej energii, a w kilkunastu utworach – energii płciowej. Autorka dowodzi, iż seksualizm może osiągnąć czystość, piękno, prawdę wyłącznie dzięki miłości (“moje serce weź w dłonie / i pieść”, s. 64) i relacjom małżeńskim (Autoportret małżeński). Narastanie gestów miłosnych następuje gradacyjnie, począwszy od wypowiedzi typu: “mgła / na mojej duszy / zmyliła mnie” (s. 41), na erotyzmie wcielonym, choć czasem nieco konwencjonalnym, skończywszy; otwierają się przestrzenie zmysłowe z “aromatem rozkoszy” (s. 45): “wtulony we mnie / jak w miękki koc” (s. 50), “z tobą chcę zgrzeszyć / podaj mi rękę / niech na moment nie wiem / że ciało jest tylko / ubraniem duszy” (s. 63), “ty z grzesznych myśli mnie rozebrałeś / ubrałeś mnie w nagość / ubrałeś mnie sobą” (s. 65). Uniesienie miłosne wizualizuje się poprzez atmosferyczne kontakty nocy z księżycem: “ona niedziewicza / rozpięła najciemniejsze szaty / i oddał się jej w pełni” (s. 46). Opis utrzymano w stylu igraszek słownych, eksploatujących potencję lingwistyczną “w pełni” i kontekst nieboskłonny.
Zbiór Joanny Szymańskiej Przez okno wiersza opalizuje żywą barwą debiutu, zapowiadając poetkę. Ale czy te nadzieje się spełnią, zależy już od samej autorki, od jej cierpliwości, determinacji w pogłębianiu świata i eksploracji własnego życia wierszem. Życzę sobie oraz Czytelnikom, by prezentowany tomik nie był efemerydą, a twórczyni nie zasiliła pocztu częstochowskich autorów jednej książki.

 

Joanna Szymańska, Przez okno wiersza, Wydawnictwo “e media”, Częstochowa 2009, ss. 73, “Biblioteka Debiutów” (tom 1.).